Odszedłem z pracy, którą ledwo zacząłem. Rankiem drugiego dnia zdałem „badża” i podziękowałem za współpracę. W sumie, im więcej czasu mija, tym bardziej żałuję swojej decyzji. Mógłbym tam pracować nawet za tą skromną pensyjkę, bo praca była związana z moimi zainteresowaniami i nie zależy mi specjalnie na pieniądzach. Chociaż, gdzieś tam w perspektywie miesięcy, istniała nawet szansa na (niewielką) podwyżkę.
A co zdecydowało, że odszedłem? Rozmowa kwalifikacyjna w innej firmie, na którą nie mógłbym pójść, gdybym został dzisiaj w tej pierwszej, masakrycznie ciężki dojazd (przez całe miasto, dwie przesiadki) i praca na trzy zmiany. Przyznaję, to ostatnie ma też swoje dobre strony. Nawet bym się cieszył, gdybym mógł pracować wyłącznie w nocy i popołudniami. Niestety, zasady są takie, że w pracy trzeba od czasu do czasu pojawić się również rankiem (b. wczesnym).
Teraz sobie siedzę i biję się z myślami. Mam przeczucie, że zostanę pokarany. Nie przyjmą mnie do tej drugiej pracy i zostanę na lodzie. Ale cóż… taka karma.
0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.